
Jednym z moich ulubionych polskich - i właściwie nie tylko polskich kurortów surfingowych jest Półwysep Helski. Nie jest to może najtańsza miejscówka, ale uważam, że z różnych powodów warto, nawet jeśli nie ma takiej pogody jak w Egipcie. Może to głęboko zakorzeniony patriotyzm, ale wątpię. Nasz klimat, który mamy nad Bałtykiem, jest dla mnie nieporównywalny z niczym innym, a warunki na Halu również są wprost doskonałe. Sami zobaczcie...
![]() |
Za co uwielbiam Hel? Za wspaniałe, szerokie i oczywiście piaszczyste plaże. Za długą płyciznę ciągnącą się aż do samej Zatoki Puckiej, po której można surfować, ile tylko dusza zapragnie, nawet jeśli nie ma się jeszcze bardzo dużych umiejętności. Płycizna powoduje też szybki wzrost
temperatury wody, co z kolei owocuje powstawaniem wiatrów
termicznych, idealnych, jeśli chodzi o windsurfing. Stosunkowo małe zafalowanie sprawia, że to miejsce doskonałe dla początkujących, ale nie tylko. Po prostu przyjazne i idealne, jak dla mnie, niezależnie od pogody!
Baza noclegowa, jak to nad naszym Bałtykiem, jest bardzo szeroka. Może ceny nie są konkurencyjne i często taniej wypoczniemy nawet za granicą (brak pokory ciągle jest wadą właścicieli apartamentów i hotelików w Polsce), jednak przy odrobinie szczęścia i nieco dłuższym rozeznaniu z pewnością znajdziemy atrakcyjną ofertę. Trzeba jednak pamiętać, by wakacje rezerwować już na początku roku. Później nie będzie w czym wybierać, bo miejsca na Helu ciągle zapełniają się bardzo szybko.
Półwysep Helski to też bardzo szeroka oferta, jeśli chodzi o windsurfing. Znajdziemy tu naprawdę sporo szkółek na wysokim poziomie i dobrze wyposażonych wypożyczalni.
Nic, tylko łapać wiatr w żagle!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz